Pierwsze malowanie pokoju nie jest trudne, ale potrafi szybko zmęczyć, jeśli co chwilę czegoś brakuje. Warto przygotować sobie nie tylko farbę i wałek, ale też kilka drobiazgów, które ratują nerwy, podłogę i efekt końcowy.
Pamiętam swoje pierwsze malowanie u znajomych. Farba była, wałek był, zapał też był. Po dziesięciu minutach okazało się, że nie ma taśmy, kuweta jest za mała, a do odkręcenia gniazdka ktoś szukał śrubokręta po całym mieszkaniu. Od tamtej pory mam prostą zasadę: zanim otworzę puszkę z farbą, wszystko ma leżeć pod ręką. Nie chodzi o profesjonalny arsenał, tylko o rozsądny zestaw do spokojnej pracy.
Najpierw zabezpieczenie, potem malowanie
Zanim pomyślisz o kolorze na ścianie, pomyśl o tym, czego nie chcesz pomalować. Podłoga, listwy, parapet, kontakty, framugi i meble potrafią złapać farbę szybciej, niż człowiek zdąży powiedzieć: przecież będę uważał. Ja już się z tego wyleczyłem. Uważanie jest dobre, ale folia i taśma są lepsze.
Pod ręką warto mieć folię malarską albo grubszą tekturę na podłogę. Cienka folia jest tania, ale lubi się przesuwać i rwać, szczególnie gdy chodzi się po niej w butach. Przy panelach często wolę tekturę lub starą wykładzinę, bo mniej się ślizga. Do tego taśma malarska, najlepiej w dwóch szerokościach. Węższa przydaje się przy gniazdkach i drobnych krawędziach, szersza przy listwach i framugach.
Dobrze mieć też kawałek wilgotnej szmatki albo ręcznik papierowy. Świeża plama z farby zwykle schodzi bez dramatu, ale po godzinie potrafi już zostać pamiątką. Szczególnie na klamkach, podłodze i plastikowych ramkach kontaktów.
Wałek, pędzel i kuweta, czyli podstawowy zestaw
Do malowania ścian najczęściej wystarczy wałek, pędzel do narożników i kuweta. Proste, ale tu też można się naciąć. Wałek powinien pasować do powierzchni. Na gładkie ściany biorę raczej krótsze runo, na bardziej chropowate trochę dłuższe. Nie musi to być najdroższy wałek w sklepie, ale najtańsze zestawy za kilka złotych często zostawiają włoski i robią więcej złości niż oszczędności.
Pędzel przydaje się do miejsc, gdzie wałek nie dojdzie: narożniki, okolice sufitu, przy listwach, za rurkami, przy kaloryferze. Ja lubię mieć jeden mniejszy pędzel skośny, bo łatwiej nim prowadzić linię. Nie znaczy to, że od razu wyjdzie jak od linijki, ale jest po prostu wygodniej.
Kuweta powinna być na tyle duża, żeby swobodnie odcisnąć wałek. Jeśli jest za mała, farba chlapie, wałek jest nierówno nasączony, a człowiek zaczyna malować ścianę bardziej przypadkiem niż planem. Warto mieć też wkład do kuwety albo zwykły worek, którym ją wyłożysz. Po robocie sprzątanie jest wtedy dużo przyjemniejsze.
Przygotowanie ściany: rzeczy małe, ale ważne
Malowanie to nie tylko machanie wałkiem. Najwięcej różnicy robi przygotowanie ściany. Jeśli są dziury po kołkach, rysy albo odpryski, warto mieć masę szpachlową, małą szpachelkę i papier ścierny. Nie trzeba robić gładzi w całym pokoju, jeśli ściana jest w porządku, ale dziura po półce sama się nie schowa. Farba ją tylko ładnie podkreśli.
Przed malowaniem dobrze jest też odkurzyć ściany. Brzmi dziwnie, dopóki nie zobaczysz, ile kurzu siedzi przy suficie albo za meblami. Wystarczy szczotka, sucha ściereczka albo odkurzacz z miękką końcówką. Tłuste plamy, na przykład przy włącznikach albo w pokoju dziecięcym przy biurku, lepiej przemyć wodą z odrobiną łagodnego detergentu i poczekać, aż wyschną.
Jeśli ściana mocno pyli, ma plamy albo malujesz na bardzo chłonnej powierzchni, przyda się grunt. Tu warto przeczytać zalecenia producenta farby, bo nie każda sytuacja wymaga gruntowania. Zdarzało mi się widzieć ściany zagruntowane tak mocno, że farba potem ślizgała się po powierzchni. Więcej nie zawsze znaczy lepiej.
Drabina, światło i miejsce do pracy
Przy pierwszym malowaniu łatwo zapomnieć o wygodzie. A potem człowiek staje na krześle, wyciąga rękę do sufitu i robi sobie trening równowagi. Stabilna drabinka naprawdę robi różnicę. Nie musi być wielka, ale powinna stać pewnie. Krzesło na panelach, szczególnie z folią pod spodem, to proszenie się o kłopot.
Światło też jest ważniejsze, niż się wydaje. W słabym świetle ściana wygląda równo, a rano wychodzą pasy, niedomalowania i smugi. Najlepiej malować przy dziennym świetle, ale jeśli się nie da, warto mieć lampę roboczą albo mocną lampę przenośną. Dobrze świecić z boku, bo wtedy szybciej widać nierówności i miejsca, gdzie wałek nie pokrył dobrze ściany.
Zrób sobie też miejsce na odkładanie rzeczy. Farba, kuweta, pędzel, szmatka, taśma, nożyk, worek na śmieci – jeśli wszystko leży pod nogami, szybko robi się bałagan. Ja zwykle ustawiam jeden karton albo mały stolik roboczy i tam odkładam drobiazgi. Niby nic, a praca idzie spokojniej.
Drobne narzędzia, które ratują czas
Przed malowaniem dobrze mieć pod ręką śrubokręt, nożyk, ołówek, miarkę, rękawiczki i worki na śmieci. Śrubokręt przyda się do zdjęcia ramek z gniazdek i włączników, oczywiście po wyłączeniu prądu w danym obwodzie. Jeśli nie wiesz, który bezpiecznik za co odpowiada, nie kombinuj przy elektryce. Lepiej zakleić ramki taśmą albo poprosić kogoś, kto wie, co robi.
Nożyk jest potrzebny do przycinania taśmy i folii. Ołówek i miarka przydają się, jeśli planujesz odcięcie koloru, lamperię albo malowanie tylko jednej ściany. Rękawiczki nie są obowiązkowe, ale po kilku godzinach z farbą na dłoniach człowiek zaczyna je doceniać. Szczególnie przy farbach mocniej pigmentowanych.
Warto mieć też coś do mieszania farby. Może być czyste mieszadło, drewniana listewka albo specjalna końcówka do wiertarki, jeśli masz większe wiadro. Farba po otwarciu prawie zawsze wymaga porządnego wymieszania. Nie raz widziałem sytuację, gdzie ktoś zaczął malować bez mieszania, a potem pierwsza ściana miała trochę inny odcień niż reszta.
Farba i zapas: lepiej policzyć wcześniej
Farby nie kupowałbym całkiem na oko. Warto zmierzyć ściany, odjąć większe okna i drzwi, a potem sprawdzić wydajność na opakowaniu. I od razu założyć dwie warstwy, bo w większości przypadków jedna to bardziej obietnica niż realny efekt. Szczególnie gdy zmieniasz kolor z ciemnego na jasny albo odwrotnie.
Lubię mieć mały zapas farby po skończonej pracy. Nie całe wiadro na wieczność, ale trochę w szczelnie zamkniętym pojemniku. Przydaje się po montażu półek, po przestawianiu mebli albo gdy dziecko przetestuje kredkę w miejscu, którego nie da się zasłonić obrazkiem.
Przed malowaniem sprawdź też, czy masz wodę do mycia narzędzi, jeśli farba jest wodorozcieńczalna, oraz miejsce, gdzie wałek i pędzle mogą wyschnąć. Nie wylewaj resztek farby do zlewu. To kiepski pomysł dla rur i środowiska. Lepiej oddać resztki do punktu zbiórki odpadów albo zostawić na poprawki, jeśli farba nadaje się do przechowywania.
Praktyczne wskazówki
- Zanim otworzysz farbę, rozłóż folię, oklej listwy i przygotuj szmatkę do szybkiego wycierania plam.
- Kup jeden porządniejszy wałek zamiast najtańszego zestawu, który może gubić włosie na ścianie.
- Zdejmij albo dokładnie oklej ramki gniazdek i włączników. Przy zdejmowaniu zawsze wyłącz prąd.
- Maluj przy dobrym świetle, najlepiej dziennym lub z lampą ustawioną pod kątem do ściany.
- Zaplanuj dwie warstwy farby i zostaw trochę zapasu na późniejsze poprawki.
- Trzymaj wszystkie drobiazgi w jednym miejscu, na przykład w kartonie lub na małym stoliku.
Najczęstsze błędy
- Malowanie bez wcześniejszego umycia albo odkurzenia ścian, przez co farba gorzej się trzyma.
- Za słabe zabezpieczenie podłogi i listew, bo przecież będzie się uważać.
- Używanie zbyt małej kuwety, przez co wałek nabiera farbę nierówno i robi smugi.
- Zrywanie taśmy dopiero po całkowitym wyschnięciu farby, co czasem odrywa świeżą powłokę.
- Kupowanie farby dokładnie na styk, bez zapasu na drugą warstwę i poprawki.
Podsumowanie
Pierwsze malowanie pokoju naprawdę da się zrobić samemu, bez wielkiej filozofii. Najważniejsze to nie zaczynać od wałka, tylko od przygotowania miejsca, ścian i narzędzi. Farba, wałek i pędzel są oczywiste, ale to taśma, folia, szmatka, drabinka, światło i kilka drobiazgów decydują o tym, czy praca będzie spokojna. A jeśli po drodze wychodzą duże pęknięcia, wilgoć albo problem z instalacją, lepiej odpuścić bohaterstwo i zapytać fachowca. Malowanie ma odświeżyć pokój, a nie dołożyć remontu.