Malowanie pokoju rzadko psuje sama farba. Najczęściej nerwy zaczynają się wtedy, gdy w połowie pracy brakuje taśmy, folia odkleja się od podłogi, a za szafą znajduje się kurz z trzech sezonów.
Piszę to z perspektywy człowieka, który nie raz zaczynał malowanie zbyt optymistycznie. Niby tylko jeden pokój, niby dwa wałki i po sprawie, a potem człowiek stoi z mokrym pędzlem w ręce i zastanawia się, gdzie położył nożyk do taśmy. Dobre przygotowanie pokoju nie jest efektowne, ale oszczędza najwięcej czasu.
Najpierw wynieś, potem maluj
Pierwsza rzecz jest prosta, ale często ją lekceważymy: trzeba zrobić miejsce. Jeśli da się wynieść meble z pokoju, to warto to zrobić. Nie zawsze jest gdzie, wiem. W mieszkaniach z normalnym metrażem szafa nie znika magicznie do drugiego salonu, bo zwykle drugiego salonu nie ma. Ale im mniej rzeczy zostanie w środku, tym mniej przesuwania, potykania się i przypadkowego zahaczania wałkiem.
To, czego nie da się wynieść, ustawiam na środku pokoju. Zostawiam przejście przy ścianach na tyle szerokie, żeby swobodnie przejść z drabiną albo kijem teleskopowym. Meble przykrywam grubszą folią malarską, a nie najcieńszą, która żyje własnym życiem przy każdym ruchu powietrza. Na wierzch czasem daję starą narzutę albo karton, jeśli wiem, że będę odkładał tam narzędzia.
Zrób sobie małą bazę narzędziową
Zanim otworzysz farbę, zbierz wszystko w jednym miejscu. Ja zwykle robię sobie bazę przy drzwiach albo w rogu, który będzie malowany na końcu. Tam ląduje taśma malarska, folia, kuweta, wałki, pędzle, mieszadło, nożyk, śrubokręt, szmatki, ręczniki papierowe i worek na śmieci. Niby drobiazg, ale naprawdę zmienia tempo pracy.
Najgorsze jest szukanie małych rzeczy, kiedy ręce są już w farbie. Taśma leżała przed chwilą na parapecie, nożyk miał być na wiaderku, a pędzel do narożników ktoś odłożył na kaloryfer. Przy większym pokoju robi się z tego komedia, tylko człowiekowi nie zawsze jest do śmiechu. Dlatego wolę poświęcić dziesięć minut na przygotowanie stanowiska niż później biegać po mieszkaniu w skarpetach z kropkami farby.
Warto też od razu sprawdzić stan narzędzi. Stary wałek może zostawiać paprochy, zaschnięty pędzel będzie robił smugi, a pęknięta kuweta potrafi zepsuć humor szybciej niż źle dobrany kolor. Jeśli coś wygląda podejrzanie, lepiej wymienić to przed startem.
Podłoga i listwy, czyli miejsce największych strat
Podłoga dostaje przy malowaniu najbardziej, zwłaszcza przy suficie. Jedna kropka farby to nic, ale sto kropek na panelach albo drewnianym parkiecie już nie wygląda tak niewinnie. Ja najchętniej zabezpieczam podłogę grubszą folią albo papierem malarskim. Cienka folia jest dobra na meble, ale na podłodze łatwo się przesuwa i rwie pod nogami.
Przy listwach przypodłogowych trzeba zdecydować, czy je odkręcamy, czy tylko oklejamy. Jeśli listwy są łatwe do demontażu i nie są przyklejone na amen, zdjęcie ich daje najładniejszy efekt. Ale jeśli po poprzednim remoncie ktoś przykleił je tak, jakby miały przetrwać trzęsienie ziemi, lepiej nie walczyć na siłę. Wtedy dokładne oklejenie taśmą będzie bezpieczniejsze.
Taśmę dociskam palcem albo miękką szpachelką, szczególnie przy krawędzi. Nie chodzi o to, żeby przykleić ją brutalnie, tylko równo i bez kieszeni powietrza. Farba bardzo lubi wpływać tam, gdzie człowiek myśli, że na pewno nie wpłynie.
Gniazdka, włączniki i inne przeszkadzacze
Przy malowaniu ścian najbardziej przeszkadzają drobiazgi: gniazdka, włączniki, karnisze, uchwyty, haczyki, półki i maskownice. Jeśli coś da się bezpiecznie odkręcić, odkręcam. Ramki gniazdek i włączników zwykle schodzą łatwo, ale zawsze warto najpierw wyłączyć bezpiecznik. Z prądem nie ma żartów, nawet jeśli robota wygląda banalnie.
Jeżeli nie czujesz się pewnie przy elektryce, nie kombinuj. Można dokładnie okleić osprzęt taśmą i pomalować wokół małym pędzlem. To trochę wolniejsze, ale bezpieczne. Ja sam odkręcam tylko to, co znam i wiem, jak wróci na miejsce. Przy starych instalacjach bywa różnie, a pęknięta puszka albo luźny przewód to już nie jest temat na niedzielne popołudnie z wałkiem.
Dobrze jest też zdjąć zasłony, firanki i rolety, jeśli da się to zrobić bez rozbierania pół mieszkania. Materiał przyciąga kurz, a potem człowiek macha wałkiem i wszystko krąży w powietrzu. Karnisz można okleić albo zdemontować, zależnie od tego, jak blisko ściany będzie malowanie.
Ściany trzeba obejrzeć, nie tylko ominąć wzrokiem
Zanim zacznę oklejać pokój na gotowo, oglądam ściany. Szukam pęknięć, dziurek po kołkach, odparzeń starej farby i miejsc, gdzie coś się łuszczy. Malowanie nie przykryje wszystkiego. Czasem wręcz przeciwnie, świeża farba pięknie pokaże każdą nierówność, której wcześniej nie chciało się zauważyć.
Małe dziurki można zaszpachlować samemu. Potem trzeba poczekać, aż masa wyschnie, przeszlifować i odpylić. To ważne, bo pył na ścianie działa jak mąka na blacie. Farba niby się trzyma, ale efekt bywa słaby. Ja po szlifowaniu przecieram ścianę suchą szczotką albo odkurzam końcówką z miękkim włosiem, a na koniec czasem przejadę lekko wilgotną szmatką.
Jeśli widzisz wilgoć, grzyb, duże pęknięcia albo odpadający tynk, to nie jest moment na udawanie, że farba załatwi sprawę. Wtedy lepiej znaleźć przyczynę i dopiero malować. Przy wilgoci czy poważniejszych pęknięciach warto pogadać z fachowcem, bo inaczej za kilka tygodni problem wróci na nowej, ładnej ścianie.
Kolejność przygotowania ma znaczenie
Najwygodniej iść po kolei: wynieść rzeczy, przesunąć meble, zabezpieczyć podłogę, odkręcić lub okleić przeszkadzające elementy, poprawić ubytki, odpylić, a dopiero potem taśmować krawędzie. Jeśli przykleisz taśmy przed szlifowaniem, to pył i tak wejdzie wszędzie. Jeśli rozłożysz folię za wcześnie, będziesz po niej chodził pół dnia i porobisz dziury.
Ja lubię też przygotować sobie plan malowania. Najpierw sufit, potem narożniki i trudno dostępne miejsca, na końcu duże powierzchnie ścian. Dzięki temu wiem, gdzie mogę postawić kuwetę i z której strony zacząć, żeby nie wejść w świeżą farbę. Brzmi jak przesada, ale przy małym pokoju z dużą szafą naprawdę ma znaczenie.
Na sam koniec przed malowaniem sprawdzam jeszcze taśmy. Czy nie odchodzą przy listwach, czy folia nie odsłoniła podłogi, czy klamka jest zabezpieczona, czy parapet nie został goły. To jest taki moment kontrolny. Pięć minut chodzenia po pokoju i poprawiania detali potrafi oszczędzić godzinę skrobania zaschniętej farby.
Praktyczne wskazówki
- Kup jedną rolkę taśmy więcej, niż wynika z obliczeń. Taśma kończy się zawsze w najmniej wygodnym momencie.
- Folię na podłodze przyklej w kilku miejscach do listew albo podłogi, żeby nie przesuwała się pod nogami.
- Miej pod ręką mokrą szmatkę. Świeżą plamę farby usuwa się łatwo, zaschniętą już dużo gorzej.
- Nie otwieraj farby, dopóki pokój nie jest naprawdę gotowy. Potem zaczyna się presja, żeby już malować.
- Zrób zdjęcia przed zdjęciem ramek, półek albo elementów, które mogą potem wracać w konkretnym układzie.
- Jeśli malujesz przy słabym świetle, dołóż lampę roboczą. Przy dziennym świetle często wychodzą smugi, których wieczorem nie było widać.
Najczęstsze błędy
- Zostawianie zbyt wielu mebli pod ścianami. Potem każdy ruch wałkiem wymaga gimnastyki.
- Używanie najcieńszej folii na podłogę. Taka folia szybko się rwie i przesuwa, szczególnie pod drabiną.
- Przyklejanie taśmy na zakurzone listwy lub ściany. Taśma wtedy słabo trzyma i farba podcieka pod krawędź.
- Malowanie po świeżo zaszpachlowanym miejscu bez szlifowania i odpylania. Efekt prawie zawsze wychodzi nierówny.
- Odkręcanie elementów instalacji elektrycznej bez wyłączenia bezpiecznika albo bez pewności, co się robi.
Podsumowanie
Przygotowanie pokoju do malowania nie jest najbardziej widowiskową częścią remontu, ale to ono decyduje, czy praca pójdzie spokojnie. Wynieś, co się da, zabezpiecz podłogę, ogarnij narzędzia, sprawdź ściany i nie zostawiaj drobiazgów na później. Malowanie jest wtedy dużo przyjemniejsze, a człowiek nie musi w połowie roboty szukać taśmy z mokrym wałkiem w ręce.